Moja własna historia

Gorąca Krew - to opowieść o pięknej, średniowiecznej wampirzycy i o jej
walce ze złą stroną swojej natury. Czy można pokonać zło, tak głęboko
zakorzenione w pragnieniu picia ludzkiej krwi?
Jeśli chcesz przeczytać tę historię od początku, zapraszam na
goraca-krew.blog.onet.pl - poprzednie rozdziały. Dla ułatwienia, po prawej
stronie w menu jest spis poprzednich części. Zapraszam serdecznie:)
Moi Drodzy Czytelnicy!
Serdecznie zapraszam na kolejny rozdział Gorącej Krwi.
Następny, XX rozdział zatytułowany będzie: Za wszelką cenę.
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania:)

Nowy blog o czarownicach

Nowy blog o czarownicach
Zapraszam również na Szczyptę magii, bloga, którego prowadzę wspólnie z
Iarą. Co tam znajdziecie?
-> irlandzkie miasteczko czarownic ukryte przed światem
-> dwie młode czarownice, same w wielkich, nieznanych im miastach
-> łowcę, który poluje na jedną z nich
-> płatnego zabójcę, tropiącego drugą
-> dzielne koty
-> i oczywiście szczyptę magii:)
Zajrzyjcie na ciunas-story.blogspot.com :D

Uwaga

Instrukcja do wstawiania komentarzy - dla Anonimów
W polu "Komentarz jako" wybierz: "Nazwa/adres URL", w nazwie wpisz swój
nick, a w adresie - jeśli masz bloga, wpisz adres, jeśli nie, zostaw to pole puste
i kliknij "dalej":) Dziękuję i pozdrawiam;)

17.06.2017

Rozdział XIX - W pułapce

   - Ta Marika coś ukrywa – mruknęła Karolina, gdy przerwałam na chwilę. - Owszem, pomogła wam poznać historię braci i powód, dla którego Ianira została porwana, ale nie podoba mi się, że tak się kręciła koło Juana. Miała coś do niego czy jak...?
   Uśmiechnęłam się.
   - Cóż, Juan z pewnością przyciągał wzrok kobiet. Jednak odkąd zakochał się w Ianirze, stała się dla niego tą jedyną.
   - I Marika doskonale wie, że kocha Ianirę. Myślę, że ona jest w to wszystko jakoś zamieszana... No nic, opowiadaj – zdecydowała Karolina. - Pewnie zaraz się wszystkiego dowiem.
   - Wkrótce. - Posłałam jej uśmiech i wróciłam do opowiadania.


   Marika zatrzymała się przed dużym, szarym budynkiem. Wyglądał na opuszczony, wokół rosły chwasty i wyraźnie zaniedbany ogród, a okna zabite były deskami.
   - Widziałam, jak tu wchodziła – wyjaśniła wampirzyca. - Wczoraj dowiedziałam się o kimś, kto słyszał o czarownicy pracującej z wampirami. Znalazłam ją. Wysoka, czarne włosy, bardzo ładna. I właśnie tutaj weszła. Po zmroku. Nie mogłam iść za nią, bo by mnie wyczuła, ale uznałam, że warto to sprawdzić.
   - Zdecydowanie – zgodził się Juan i sięgnął po klamkę. Drzwi okazały się otwarte.
   Złapałam przyjaciela za ramię.
   - Zaczekaj. Jeśli ją wyczuła, mogła zastawić na nas pułapkę – zwróciłam się do niego. Skinął głową i rozejrzał się uważnie.
   - O ile nie wystrzelą w nas kołki ani na szyję nie opadnie miecz, to damy radę każdej pułapce – mruknął i w następnej chwili wszedł do domu.
   - Juan! To nieostrożne – zaprotestowałam. Hiszpan rozłożył ręce, jakby czekając na reakcję przewidywanej pułapki. Ciemnozielone oczy błyszczały wyzywająco.
   - Niepotrzebnie się martwiłaś. - Rozejrzał się. - W dodatku weszliśmy bez zaproszenia, zatem ten dom do nikogo nie należy.
   - Albo są tu wampiry. - Ostrożnie przekroczyłam próg i rozejrzałam się. Dom nie został wyposażony w żaden przedsionek czy korytarz, od razu znaleźliśmy się w bardzo dużej izbie. Na środku walały się porozrzucane, połamane meble lub ich części, wszystko pokrywał kurz. Przez pozabijane deskami okna nie wpadała nawet odrobina blasku księżyca. - Wygląda na kryjówkę wampirów – powtórzyłam i rozejrzałam się po podłodze. - Może jest tutaj piwnica...
   Drgnęłam, gdy drzwi zamknęły się z trzaskiem, a zza nich rozległ się krzyk Mariki.
   - Zostaw... puszczaj, ty draniu! - wrzeszczała z przerażeniem. - Pomocy... Juan! - Odpowiedziało jej warknięcie przeciwnika.
   Juan pierwszy rzucił się do drzwi, ale nie ustąpiły. Dołączyłam do niego. Ze zdumieniem stwierdziłam, że nie jesteśmy w stanie ich wyważyć.
   - Marika! - zawołał mój przyjaciel. Krzyki młodej wampirzycy ucichły. Hiszpan z furią chwycił jakiś przedmiot i rzucił się na drzwi, potem na ścianę. Przez chwilę również próbowałam rozwalić budynek, ale szybko się poddałam. To nie był zwykły dom.
   Juan w końcu też to zrozumiał, bo ze złością odrzucił połamane kawałki stołu lub krzesła i spojrzał na mnie.
   - Miałaś rację. To była pułapka.
   - Magia – dodałam i opadłam na podłogę, wśród kurzu i śmieci. - To robota czarownicy. Uwięziła nas tutaj.
   - Oderwę jej głowę – warknął Hiszpan. - Nie daruję tej paskudzie! - Ruszył do okna i bezskutecznie próbował oderwać deskę.
   Westchnęłam z rezygnacją i rozejrzałam się. Musieliśmy wyjść stąd przed świtem. Co prawda mieliśmy jeszcze sporo czasu, ale nie byliśmy w stanie wydostać się jak wampiry, wyłamując drzwi lub okna.
   - Mam złe przeczucia – mruknęłam i sięgnęłam po kawałek belki o ostrej krawędzi. Przesunęłam nią po zewnętrznej stronie nadgarstka. Zabolało. Spojrzałam na ranę i czekałam. Nadal bolało. - Nie goi się – wyszeptałam.
   Juan przyklęknął obok mnie i obejrzał moją rękę.
   - To przez magię, prawda?
   - Myślę, że nie mamy tutaj żadnych wampirzych mocy – stwierdziłam po namyśle. - Rany się nie goją, brak nam wampirzych sił...
   - I nie poruszamy się, jak wampiry – dodał Juan, wstając i robiąc kilka kroków. - Myślisz, że słońce by nas nie spaliło...?
   - Nie liczyłabym na to. - Pokręciłam głową. - Gdyby to było takie proste, już dawno wampiry chodziłyby za dnia. Ta czarownica zablokowała nasze moce w tym pomieszczeniu, myślę, że po wyjściu z domu wszystko wróci do normy – dodałam niepewnie.
   - Tak. Tylko musimy wyjść. - Mój przyjaciel rozejrzał się uważnie. - W każdym domu powinna być piwnica...
   - Na pewno to przewidziała...
   - Nawet jeśli nie mamy wampirzej siły, to i tak drzwi powinny w końcu ustąpić. Albo okna. - Przyglądał się deskom. - Nie możemy tu zostać do rana. Caramba! Ianira może właśnie jest poddawana jakimś czarom, a ja siedzę zamknięty w zaklętym domu! - Chwycił coś, co kiedyś mogło być krzesłem i rzucił o drzwi. Niewiele to pomogło. Warknął i usiadł obok mnie.
   - Znajdziemy ją – próbowałam go pocieszyć. Odsunął się ode mnie i spojrzał ze złością.
   - Ciągle to powtarzasz. I nic z tego nie wynika. Jeśli coś jej się stanie... Ja nie mogę jej stracić, rozumiesz? - Szmaragdowe oczy wpatrywały się we mnie stanowczo. - Każdego, ale nie ją. Ianira nadała mojemu życiu prawdziwy sens. Przez całe moje długie życie czekałem właśnie na nią, kobietę, z którą zapragnąłem spędzić wieczność, nie wyobrażam sobie, by miało jej zabraknąć. Nie teraz, gdy poznałem, czym jest prawdziwe szczęście.
   - Och, Juan. - Przysunęłam się i przytuliłam go mocno. - Zapłacą nam za to. Ci, którzy ją porwali. Gdy ją znajdziemy, pożałują tego, co zrobili. I to już wkrótce. - Ujęłam jego twarz w dłonie i spojrzałam mu w oczy. - I nawet przez chwilę nie myśl, że będzie inaczej. Jesteś wampirem, Juan. Silnym, potężnym, dużo starszym ode mnie. I nikomu nie oddasz swojego szczęścia. Wydostaniemy się stąd i znajdziemy Ianirę.
   Skinął powoli głową i wstał.
   - Masz rację. Nie wiedzą, z kim mają do czynienia. Młode, głupie wampiry i ich równie głupia czarownica.
   Odetchnęłam z ulgą i podniosłam się. Nie chciałam, by Juan się załamał, by choć przez chwilę stracił nadzieję. Był moim najstarszym przyjacielem, znał mnie, gdy jeszcze byłam człowiekiem. A ja znałam jego i pragnęłam jego szczęścia. Sądziłam, że sama być może nigdy nie znajdę już kogoś, kogo pokochałabym równie mocno jak Juan Ianirę. Cieszyłam się, że im się udało i wiedziałam, że zrobię wszystko, by znowu byli razem. Szczęśliwi.
   Przeszłam się powoli po domu, zastanawiając się nad sposobem ucieczki. Nikt nie wiedział, gdzie jesteśmy, nie przyjdą nam z pomocą. Mogliśmy liczyć tylko na siebie. I nie na naszą wampirzą siłę czy inną moc. Tutaj po prostu nie działała.
   Zastanawiałam się, kto zabrał Marikę. Przychodziły mi do głowy różne pomysły. Mogła być w to zamieszana i celowo wprowadzić nas w pułapkę. Ale mogła równie dobrze być ofiarą i to przez nas się w to wpakować. Czy to ją widział Anton? Czy to dlatego go zabiła? Trudno mi było w to uwierzyć, furia, która ją ogarnęła na jego widok, wydawała się całkiem prawdziwa.
   Westchnęłam i uznałam, że lepiej będzie, jeśli znajdę sposób na wydostanie się stąd, zamiast tracić czas na domysły. Rozejrzałam się. Pokój miał jeszcze jedne drzwi, prowadziły chyba do innego pomieszczenia. Również były zamknięte. Juan, widząc, że próbuję je otworzyć, dołączył do mnie. Na szczęście zamek w tych drzwiach był słabszy i udało nam się je wyważyć.
   Drugie pomieszczenie początkowo wyglądało na schowek, dopiero po chwili zauważyłam drabinę. Spojrzeliśmy na siebie z Juanem.
   - Dach – rzucił krótko Hiszpan i ruszył pierwszy. Drabina była wysoka i nie wyglądała na solidną, ale mój przyjaciel bez problemów po niej wszedł. - Jest bezpiecznie, chodź.
   Wdrapałam się powoli po skrzypiących szczeblach. Juan podał mi rękę i pomógł wejść na górę. Strych był mały, a dach wyjątkowo szczelny. Przez chwilę badaliśmy go uważnie.
   - Może trafi się jakaś uszkodzona dachówka – mruknął mój przyjaciel.
   W końcu dostrzegłam niewielką szparę między dachem a ścianą. Na podłodze leżały ostre kawałki mebli, zatem zabrałam się za wydłubywanie większego otworu. Juan przyszedł mi z pomocą.
   - Wiesz, ten dom wygląda jak cmentarz wampirów – odezwał się po chwili. - Zabite okna, by słońce nie spaliło ich we śnie, za to mnóstwo połamanych mebli, jakby wpadli w panikę, próbując się wydostać i na koniec mogli zostać nimi przebici, gdy zapadli w letarg...
   - Myślisz, że nie jesteśmy pierwszymi wampirami, których tutaj zamknięto? - Poczułam dreszcz przerażenia. - Może czarownica współpracuje z łowcami?
   - Kto wie – stwierdził mój przyjaciel i odłamał większy kawałek deski.
   Chwilę później uznałam, że otwór jest wystarczający, bym mogła się przecisnąć.
   - Jeśli na dachu nadal będziesz pod wpływem zaklęcia, nie skacz – powiedział Juan. - Nie wiemy, jak to działa i kiedy minie, a dach jest dość wysoko.
   - Dam sobie radę – uspokoiłam go. - Wyjdę i spróbuję otworzyć drzwi od zewnątrz. - Powoli wcisnęłam się w otwór, zaciskając zęby, gdy ostre krawędzie wbijały mi się w ciało. Sukienka rozdarła się w kilku miejscach, ale w końcu udało mi się wyjść na dach.
   - I co? - zapytał Juan, wyglądając zza wyłamanego kawałka dachu.
   - Na razie tak samo. - Westchnęłam, zerkając na skaleczoną rękę. - Może to minie dopiero na dole...
   - Nie ryzykuj, Amando – nakazał Hiszpan. Spojrzałam w dół i zawahałam się. Połamana raczej mu nie pomogę.
   - Hej, krasotka, co ty tam robisz? - usłyszałam nagle. Spojrzałam na dwóch mężczyzn, chyba dość młodych, stojących pod budynkiem i wpatrujących się we mnie z ciekawością.
   - Oglądam gwiazdy! - zawołałam i ostrożnie zsunęłam się na krawędź dachu. Zerknęłam w dół, na nieznajomych. Powiedzieli coś do siebie, ale nie udało mi się usłyszeć ani słowa.
   - Amando, z kim rozmawiasz? - zapytał Juan. Posłałam mu uspokajający uśmiech.
   - Za chwilę będę na dole. - Zerknęłam na mężczyzn. - Pomożecie mi? Dacie radę mnie złapać? Zamierzać skoczyć! - zawołałam.
   Jeden z nieznajomych podszedł bliżej.
   - Śmiało, krasotka!
   Uśmiechnęłam się, zsunęłam z dachu i poleciałam w dół.
   Musiałam mu przyznać, że mnie złapał. Tylko że budynek był wysoki, do ziemi daleko i w efekcie, łapiąc mnie, stracił równowagę. Upadł, a ja wylądowałam na nim.
   Roześmiał się. Był młody, mógł mieć nie więcej niż dwadzieścia lat. Gdy próbowałam z niego zejść, objął mnie w pasie.
   - Jestem Misza. A ty?
   - Amanda.
   - Złapałem cię. Dostanę buziaka?
   Roześmiałam się i pocałowałam go w policzek.
   - Ech, Misza, ty to masz szczęście, panny same spadają ci w ramiona – skomentował drugi mężczyzna, przyglądając się nam z rozbawieniem.
   - Mam nadzieję, że nie potłukłeś się za mocno. - Wstałam i poprawiłam sukienkę. Spojrzałam na rękę i poczułam ulgę. Po ranie został jedynie niewielki ślad, który właśnie znikał. Przeniosłam wzrok na Miszę i jego przyjaciela. - Możecie pomóc mi otworzyć drzwi? Zatrzasnęły się i musiałam wyjść przez dach. Może od zewnątrz będzie można je otworzyć?
   - Oczywiście. - Misza ruszył w stronę domu, za nim drugi z mężczyzn. Powoli poszłam za nimi.
   - Jestem Oleg – przedstawił się towarzysz Miszy i rozejrzał się podejrzliwie. - Co robiłaś w tym opuszczonym domu?
   - Próbowałam się wydostać. - Zerknęłam na Miszę, który bezskutecznie próbował otworzyć drzwi. Podeszłam bliżej, by mu pomóc, ale gdy tylko dotknęłam klamki, poczułam, że zaklęcie wraca. Magia musiała być silna. Odsunęłam się kilka kroków i odetchnęłam, gdy znów poczułam się jak wampir.
   - Daj, ja spróbuję. - Oleg wyciągnął z kieszeni coś, co wyglądało na pozaginany, długi gwóźdź i przez chwilę grzebał w zamku. Misza wycofał się i stanął obok mnie.
   - To jak, powiesz mi prawdę? - Zerknął na mnie z zaciekawieniem. - Co robiłaś tutaj sama, na dachu?
   - Ktoś porwał moją przyjaciółkę i razem z jej mężem próbowaliśmy ją znaleźć – odparłam, uznając, że tyle mogę mu powiedzieć. - Myśleliśmy, że tam ją przetrzymuje, ale to była pułapka.
   Zanim Misza zdążył odpowiedzieć, Oleg otworzył drzwi.
   - I gotowe – oznajmił z dumą, po czym zawahał się na widok Juana.
   - To właśnie mój przyjaciel, Juan, a to Misza i Oleg, dzięki którym udało mi się wydostać – przedstawiłam ich sobie. Hiszpan zerknął na nich przelotnie, przekroczył próg i zatrzymał się obok mnie.
   - Dorwę tą wiedźmę. Jeszcze dzisiaj. - Spojrzał na mnie. Chwyciłam go za ramię, zanim zaczął biec, dając mu do zrozumienia, że nie jesteśmy sami i raczej nie powinniśmy się ujawniać.
   - Razem dorwiemy winnego – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do Rosjan. - Bardzo wam dziękuję. Musimy już iść...
   - Zobaczę cię jeszcze, krasotka? - Misza spojrzał na mnie swoimi jasnymi oczami. - Gdzie cię znajdę?
   - Może ja cię kiedyś znajdę – powiedziałam tylko i pożegnałam się, jeszcze raz im dziękując.
   Kiedy nie mogli już nas widzieć, ruszyliśmy w wampirzym tempie.
   Zatrzymaliśmy się przed domem, o którym mówił Anton. Okolica była dość opustoszała, budynki stały daleko od siebie, a między nimi rosło mnóstwo drzew. Kawałek dalej, w świetle księżyca, który był dzisiaj w pełni, można było dojrzeć rzekę Don. Pamiętałam, że jeździliśmy po tej okolicy w poszukiwaniu Ianiry, ale ten dom nie wydał nam się wtedy podejrzany. Teraz uznałam, że może powinien. Okna były szczelnie zasłonięte, trudno było stwierdzić, czy w środku pali się światło.
   Juan od razu podszedł i szarpnął za drzwi. Ustąpiły z głuchym trzaskiem. Kiedy przekroczył próg, nie mieliśmy wątpliwości, że w domu muszą być wampiry.
   - Myślę, że jesteśmy we właściwym miejscu – stwierdził mój przyjaciel.
   - A jak z twoją wampirzą mocą? Może to kolejna pułapka? - Zawahałam się.
   - W porządku – odparł tylko, poruszając się z wampirzą prędkością.
   Weszłam do domu. Rozdzieliliśmy się i zaczęliśmy go przeszukiwać. Bezskutecznie, był pusty. Przeszłam przez długi korytarz, na końcu był pokój przejściowy. Stało tam tylko biurko i jedno krzesło, a na ścianie wisiało mnóstwo kluczy. Naprzeciwko znajdowały się drugie drzwi. Zamknięte. Zawołałam Juana.
   - Myślisz, że któryś z nich pasuje? - Sięgnęłam po klucze.
   - Strata czasu – mruknął Juan i jednym kopnięciem wyważył drzwi. Za nimi ujrzałam niewielki pokój ze szczelnie pozasłanianymi oknami.
   A w pokoju stał Sasza.

3 komentarze:

  1. Doczekałam się Amandy w bardziej zawziętym wydaniu ;)
    Jedna rzecz mi nie pasuje (poza przechodniami w szczęśliwym momencie ;P ) - oni tak tłukli w ściany i drzwi i nie czuli, że ich boli?
    Kompletnie nie pamiętam kim był Sasza. Przypomnisz, czy mam szukać ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież nie tłukli pięściami, tylko kawałkami mebli:p A czemu przechodnie Ci nie pasują?
      Drugi brat, ten który rozmawiał z Ianirą o literaturze na balu.

      Usuń
  2. Założyłam, że prędzej wybiliby w drzwiach dziurę pięścią niż nogą od stołu (złamaliby chyba prędzej tę nogę niż drzwi, nie?)
    No bo byli potrzebni i akurat się trafili ;)
    A, to żadne zaskoczenie w takim razie. Myślałam, że znowu jakiś przyjaciel-zdrajca.

    OdpowiedzUsuń