Moja własna historia

Gorąca Krew - to opowieść o pięknej, średniowiecznej wampirzycy i o jej
walce ze złą stroną swojej natury. Czy można pokonać zło, tak głęboko
zakorzenione w pragnieniu picia ludzkiej krwi?
Jeśli chcesz przeczytać tę historię od początku, zapraszam na
goraca-krew.blog.onet.pl - poprzednie rozdziały. Dla ułatwienia, po prawej
stronie w menu jest spis poprzednich części. Zapraszam serdecznie:)
Moi Drodzy Czytelnicy!
Serdecznie zapraszam na kolejny rozdział Gorącej Krwi. Następny, XXIV rozdział
nosi tytuł: Posiłek wampirzego władcy. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania:)

Uwaga

Instrukcja do wstawiania komentarzy - dla Anonimów
W polu "Komentarz jako" wybierz: "Nazwa/adres URL", w nazwie wpisz swój
nick, a w adresie - jeśli masz bloga, wpisz adres, jeśli nie, zostaw to pole puste
i kliknij "dalej":) Dziękuję i pozdrawiam;)

01.05.2017

Rozdział XVIII - Najemnicy

   - To dobrze, że wpadliście na pomysł z wiedźmami – stwierdziła Karolina. - Jeśli faktycznie chodzi o złamanie zaklęcia, to czarownica doprowadzi was prosto do Ianiry.
   - Taki był plan, jednak realizacja okazała się dużo trudniejsza. - Pokręciłam głową. - Tak, jak my wyczuwaliśmy ludzi, tak czarownice potrafiły wyczuć wampiry.
   - Ale mimo wszystko... któraś z tych wiedźm musiała współpracować z Wasylem i Saszą, prawda?
   - No właśnie. Któraś. - Pokiwałam głową w zamyśleniu i wróciłam do historii mojego życia.

   - Ile?!
   Juan wpatrywał się w Corneliusa z niedowierzaniem. Władca wydawał się być wręcz rozbawiony.
   - Przyznam, że sam nie miałem pojęcia, iż w moim państwie mieszka aż pięćdziesiąt pięć wiedźm i ośmiu czarowników – powiedział.
   - W całej Rosji tyle mieszka – odezwałam się. - A w okolicach Donu?
   Władca zerknął na kartkę, leżącą przed nim na stoliku. Rozkazał poddanym zrobić spis czarownic zamieszkujących tereny Rosji i uzyskał dość liczny wynik.
   - A możliwe, że kilka z nich uniknęło moich wampirów – dodał po namyśle. - Może powinienem pobierać od nich podatki? Skoro rzucają zaklęcia w moim państwie...
   - Nie sądzę, by wiedźmy podlegały wampirom – mruknęłam. - Tak czy inaczej, sprawdzimy kobiety z listy.
   Władca podał kartkę Juanowi, który sięgnął po leżące obok pióro i zakreślił imiona tych, które mieszkały w okolicach Donu.
   - To daje nam szesnaście czarownic – policzył i spojrzał na mnie. - Tylko jak znajdziemy właściwą?
   - Wynajmiemy do tego ludzi – odparłam po namyśle. - Skoro wiedźmy potrafią wyczuć wampira, nie możemy sami ich śledzić.
   Przyjaciel przyznał mi rację.
   Wyszliśmy z pałacu władcy. Powoli zbliżał się kolejny świt, ale mieliśmy jeszcze trochę czasu, by znaleźć najemników. Jose i Bianca mieli jakiś problem w miasteczku, zatem sami wyruszyliśmy w stronę Obwodu Dońskiego.
   Zatrzymaliśmy się w Carycynie, gdyż jeden z wampirów z Perm polecił tamtejszą gospodę, jako że często nocowała tam grupa najemników. Od razu znaleźliśmy wspomnianą oberżę. Była całkiem spora i sprawiała dość nieprzyjemne wrażenie, a mimo bardzo później pory wciąż siedziało w niej kilkunastu ludzi. Juan rozejrzał się i po namyśle podszedł do grupki niebezpiecznie wyglądających mężczyzn. Dwóch z nich właśnie siłowało się na ręce. W końcu jeden wygrał, kładąc pięść drugiego na stole. Rozległy się gwizdy i wiwaty. Juan podsunął do stołu dwa krzesła, zaczekał, aż usiądę i zajął miejsce obok mnie.
   Mężczyzn było siedmiu. Gdy zajęliśmy miejsca, przez chwilę wpatrywali się w nas, po części ze zdumieniem, częściowo z zaciekawieniem.
   - Chcecie zarobić? - zapytał mój przyjaciel.
   - To zależy. Ile możesz nam zaoferować? - spytał jeden z mężczyzn, najwyraźniej przywódca. Pozostali patrzyli na niego z respektem.
   - Dużo. Potrzebuję najemników, którzy potrafią dyskretnie obserwować ludzi. Połowę wykładam od razu, reszta po wykonaniu zadania. - Wymienił cenę. Mężczyźni wydawali się być chętni do podjęcia współpracy, ale ich przywódca zastanawiał się przez chwilę.
   - Wezmę dwa razy tyle i ją. - Wskazał na mnie. Juan warknął, a ja prychnęłam.
   - Skąd pomysł, że jestem na sprzedaż?
   - Nie wyglądacie ani na małżeństwo, ani na rodzeństwo. O tej porze sprawy załatwiają mężczyźni, a kobiety zabierają tylko w jednym celu – wyjaśnił spokojnie przywódca. Mógł mieć około czterdziestu lat, na jego lewym policzku widniały dwie blizny i jedna pod prawym kącikiem ust. Był wysoki, umięśniony. Czarne, nieco przydługie włosy opadały mu na czoło.
   - Jeszcze słowo, a rozerwę... - zaczął Juan, ale mu przerwałam.
   - Spokojnie, poradzę sobie. - Położyłam dłoń na ramieniu przyjaciela. Zmrużył swoje szmaragdowe oczy i pokręcił głową.
   - Idziemy stąd, Amando, inaczej za chwilę zrobi się tu krwawo.
   - Nie, zaczekaj. - Spojrzałam na przywódcę. - Chcesz wiedzieć, co kobieta robi tu o takiej porze? Proszę bardzo. Mam dla was pewną propozycję. - Podwinęłam szeroki rękaw sukni i oparłam łokieć na stole. - Widziałam, że lubicie się siłować. Jeśli któryś z was mnie pokona, zapłacimy wam potrójnie, a jeśli ja wygram, weźmiecie połowę sumy. - Kilku mężczyzn prychnęło, reszta się roześmiała, zapewne myśląc, że to żart. - Czyżby obleciał was strach? - Uniosłam brwi.
   - On zapłaci potrójnie, a ty zapłacisz mi osobiście – dodał przywódca, przesiadając się. Podwinął rękaw. Uniosłam brwi.
   - W porządku. Jeśli przegram, to też ci odpowiednio zapłacę.
   - Tak, chyba moimi kłami – mruknął stojący za mną Juan, na tyle cicho, bym tylko ja go usłyszała. - Skoro własnych używasz tylko do zwierząt.
   - Och, daj spokój, przecież wiesz, że wygram – odparłam równie cicho. - Poza tym, im szybciej znajdziemy najemników, tym lepiej, prawda?
   Nie odpowiedział. Spojrzałam na przywódcę, który oparł łokieć na stole.
   - Umowa stoi – odezwał się zadowolony. Uśmiechnęłam się, ujęłam jego rękę i przez chwilę obserwowałam, jak próbuje położyć moją na stole. Z wysiłku zmarszczył czoło. W sumie to nie był odpychający, stwierdziłam. Dojrzały mężczyzna, niebrzydki, silny... „Co nie znaczy, że spędziłabym z nim noc”, dodałam pospiesznie w myślach. Na pewno nie po tym, jak próbował mnie kupić.
   - Jak masz na imię? - zapytałam. Zacisnął zęby i odezwał się dopiero po chwili.
   - Jegor Guseva.
   - Amanda Derbyshire – przedstawiłam się i zakończyłam walkę, kładąc jego rękę na stole. - Miło mi cię poznać. Kto następny?
   Zaskoczenie na jego twarzy było naprawdę zabawne. Przemknęła też przez nią złość, ale postanowił uznać przegraną i przesiadł się na swoje miejsce. Jeszcze trzech siłaczy odważyło się ze mną zmierzyć. Pozostali uznali, że nie mają szans i odpuścili. Na pytania o moją niezwykłą siłę odparłam wymijająco, że dużo trenowałam. Chyba nie do końca mi uwierzyli.
   - No cóż, umowa to umowa – stwierdził niechętnie Jegor. - Kogo mamy obserwować i po co?
   - Dostaniecie listę szesnastu osób – odparł Juan. - Najlepiej, jeśli zaczniecie od razu.
   Przywódca najemników skinął, żebyśmy poszli za nim. Poprowadził nas na górę, do wynajmowanych pokoi. Rozejrzałam się ciekawie. Pokój był prosto urządzony, ale dość schludnie, jak na takie miejsce. Stało tam łóżko, kredens, niewielki stolik i krzesło. Podłoga była świeżo wysprzątana, a łóżko zaścielone czystą pościelą.
   Juan podał listę i wyjaśnił, czego oczekuje od najemników. Mieli obserwować każdą kobietę, jeden w dzień, a drugi w nocy. Ten, który będzie obserwował w dzień, ma przyjść po zmroku i zdać relację. Drugi powinien przyjść przed świtem. Miejscem spotkania została gospoda. Najemnicy mieli zwracać uwagę na nietypowe zachowania i chodzić za obserwowaną, szczególnie, jeśli wyjdzie z domu tuż przed zmrokiem lub tuż po zmroku.
   Na koniec Juan zapłacił połowę obiecanej sumy.
   - Resztę dostaniecie, gdy dowiem się, która z nich jest zamieszana w porwanie mojej żony – wyjaśnił. Jegor wydawał się zaciekawiony.
   - A zatem mamy obserwować, czy któraś z tych kobiet spotyka się z porywaczami twojej żony? W takim razie powinniśmy znać jak najwięcej szczegółów.
   Musieliśmy przyznać mu rację. Co prawda nie chcieliśmy zdradzać zbyt dużo wynajętym, obcym ludziom, ale Juan uznał, że można im podać opis Kozaków oraz Ianiry.
   Do domu wróciliśmy tuż przed świtem. Nic więcej nie byliśmy w stanie zrobić. Juan chciał odwiedzić choć część wiedźm z listy, ale mu odradziłam. Marika twierdziła, że są niebezpieczne i wyczuwają wampiry. Lepiej, jeśli ta czarownica nie będzie się niczeg0 spodziewać, wtedy może uda nam się ją wyśledzić.
   Zastanawiałam się, gdzie była Marika. Wybiegła tuż po zmroku i do tej pory nie wróciła. Sądziłam, że przyjdzie do nas przed rankiem, ale widocznie wróciła do swojego domu na dzień. Miałam nadzieję, że nic jej się nie stało. Wydawała się miła i chętna do pomocy. Uznałam w końcu, że dzisiaj widocznie miała własne, pilniejsze zajęcia.

   Następnej nocy od razu wyruszyliśmy do Carycyna. Jegor czekał już z siedmioma ludźmi, którzy zrelacjonowali nam kolejno swoje obserwacje. Właściwie to każda z tych kobiet mogła być podejrzana lub niewinna. Każda przez cały dzień coś robiła, spotykała się z innymi ludźmi. Ze swoimi klientami, znajomymi, czasem nieznajomymi. Odwiedzały domy, szpitale, sklepy, a jedna nawet krążyła po cmentarzach. Jednak nikt nie widział braci ani Ianiry. W czasie opowieści doszli kolejni najemnicy, w końcu brakowało tylko jednego.
   - To bez sensu – powiedział cicho Juan. Zacisnął dłonie. - Może to być każda i żadna. Zajmie nam to całe miesiące, a możemy do niczego nie dojść...
   - Spróbujmy jutro. I pojutrze. W końcu któryś zobaczy coś podejrzanego – pocieszyłam go. - A gdy znajdziemy tę, która będzie wydawać się nam właściwa, spróbuję spojrzeć w jej oczy...
   - Od razu wyczuje, kim jesteś – mruknął Juan.
   - Może nie od razu. - Dotknęłam krzyżyka na szyi. - W każdym razie mogłabym spróbować.
   Juan skinął głową, ustalił szczegóły z Jegorem Gusevą i wyszedł z pokoju, oznajmiając mi, że idzie na polowanie.
   - Ostatnio często polujesz – zauważyłam, wychodząc za nim z gospody. Posłał mi ponure spojrzenie, ale zanim zdążył odpowiedzieć, podbiegł do nas jeden z najemników, najwyraźniej ten od ostatniej, szesnastej czarownicy.
   - Wybaczcie spóźnienie, ale kobieta, którą śledziłem, dziwnie się zachowywała – powiedział, rozglądając się niespokojnie. Była już dość późna pora i wszyscy mieszkańcy albo już spali, albo właśnie się kładli. Okolica była pusta.
   Podobnie jak większość najemników, mężczyzna – przedstawił się jako Anton – ubrany był dość pospolicie i niczym się nie wyróżniał. Najwyraźniej najemnicy nie byli laikami i potrafili wtopić się w tłum. Dobrze też świadczył o nich fakt, że chodzili skrupulatnie przez cały dzień za wyznaczoną osobą.
   - To znaczy? - Juan spojrzał na niego z nadzieją.
   - Najpierw odwiedzała różne osoby i kupowała sporo ziół, ale to akurat nie było dziwne. Za to tuż przed zmrokiem zabrała z połowę swojego dobytku i ruszyła w stronę Donu. Zatrzymała się przed jednym z domów, ale zanim weszła, nagle pojawiła się przed nią dziewczyna. I to dosłownie – pojawiła się! Musiała bardzo szybko biec albo gdzieś się ukrywać, bo wyskoczyła jak spod ziemi – opowiadał mężczyzna. - Nie jestem pewien, o czym rozmawiały, ale ta kobieta, którą obserwowałem, Maria, rozejrzała się, jakby dowiedziała się, że ktoś ją śledzi i w końcu nie weszła, tylko zawróciła do swojego domu. Myślałem, że jeszcze wyjdzie, ale chyba poszła spać, więc wróciłem. Boria nadal obserwuje jej dom.
   - Jak wyglądała ta druga dziewczyna? - zapytałam.
   - Ciemne włosy, szczuplutka. Niebrzydka. - Wzruszył ramionami. - I pewnie potrafi się dobrze skradać.
   - Podaj nam adres tego domu – zdecydował Juan. - Sprawdzimy.
   Anton skinął głową i wytłumaczył Hiszpanowi, gdzie znajduje się wspomniany budynek. Uznałam, że to musi być jeden z tych domów, które mijaliśmy, gdy szukaliśmy braci nad Donem.
   Najemnik zapewnił, że jutro wróci do śledzenia kobiety i wszedł do gospody. Ponieważ do świtu było jeszcze daleko, postanowiliśmy sprawdzić nowy trop.
   Nagle na naszej drodze pojawiła się Marika. Uśmiechnęła się promiennie do Juana.
   - Chyba znalazłam właściwą wiedźmę – oznajmiła, wyraźnie dumna z siebie. - Chodźcie!
   Zawahałam się. Z jednej strony, Marika mogła faktycznie coś odkryć, ale z drugiej, nie powinniśmy ignorować żadnej wskazówki. Juan spojrzał na mnie pytająco.
   - Może ty idź, a ja sprawdzę dom – zaproponowałam. Mój przyjaciel zerknął przelotnie na Marikę, potem na mnie i powoli pokręcił głową.
   - Wolałbym nie. To znaczy... Chodźmy tam, gdzie zaproponowała Marika, a potem, jeśli to błędny trop, pójdziemy do tamtego domu.
   - W porządku. - Spojrzałam na niego zdziwiona. Chyba się nie bał zostać sam na sam z młodą, nastoletnią wampirzycą? Z drugiej strony, Marika była dość spontaniczna.
   Zanim zdążyliśmy wyruszyć, usłyszałam wołanie od strony gospody. W drzwiach stanął Anton.
   - Dobrze, że jeszcze jesteście, coś sobie przypomniałem, może być ważne... - Spojrzał na Marikę i zamrugał zdziwiony. - O, ale to przecież...
   Nie udało mu się dokończyć.
   Marika niespodziewanie warknęła dziko, skoczyła do przodu w wampirzym tempie, przewróciła Antona na plecy i wgryzła się w jego szyję. Usłyszeliśmy tylko głośny, urwany krzyk, który przerodził się w jęk. Ruszyłam w ich stronę, ale było za późno. Mężczyzna nie żył. Miał rozerwaną szyję. Poczułam kuszący zapach krwi.
   - Marika! - zawołałam głośno, zdumiona tym nieoczekiwanym atakiem. Usłyszałam dziwny odgłos od strony gospody. W drzwiach stał Jegor, wpatrując się ze zgrozą w ciało towarzysza. W następnej chwili wyciągnął broń i skierował w stronę młodej wampirzycy.
   Marika zerwała się i spojrzała na niego tak niewinnym wzrokiem, jakby nie miała nic wspólnego ze śmiercią Antona, czemu wyraźnie przeczyły plamy krwi na ustach i sukience. Jegor wystrzelił w jej stronę. Jej twarz momentalnie się zmieniła, była wściekła. Warknęła i rzuciła się na mężczyznę, przewracając go na ziemię.
   Złapałam ją, zanim zdążyła go ugryźć. Pociągnęłam ją w tył. Szarpała się, ale Juan przyszedł mi z pomocą.
   - Marika, natychmiast się uspokój! Rozum straciłaś?! Nikogo więcej nie zabijesz!- zawołałam. - A ty wracaj do gospody – zwróciłam się do Gusevy. Zerwał się z ziemi i wycelował do nas z broni.
   - Kim wy jesteście...?
   - A jak ci się wydaje? - Pokręciłam głową. - Po prostu odejdź, bo ona wyraźnie ma ochotę cię zabić. - Wskazałam na wyrywającą się Marikę. - A twoja broń nie zrobi jej krzywdy. Uspokój się – warknęłam do jej ucha.
   Przywódca najemników wahał się jeszcze przez chwilę. Wciąż celował w nas z broni, choć w jego oczach wyraźnie dostrzegałam niepewność.
   - Wiem, kim jesteście – powiedział w końcu. - Potworami, które piją ludzką krew. - Sięgnął do szyi i wyciągnął krzyżyk. Marika warknęła głośno, a Juan przewrócił oczami i odwrócił głowę. Wciąż mocno trzymał wampirzycę.
   Zrobiłam krok w stronę Jegora. Cofnął się odruchowo.
   - Ja nie piję ludzkiej krwi, tylko zwierzęcą – wyjaśniłam, spoglądając na krzyżyk, którym się zasłaniał. - I przykro nam z powodu Antona. Nie planowaliśmy nikogo zabijać.
   Marika w końcu przestała się wyrywać, a Juan wyciągnął sakiewkę i rzucił najemnikowi, który bez problemu złapał ją w locie.
   - To potrójna suma tego, na co się umawialiśmy – powiedział Juan. - Weź i wracaj do gospody.
   - Tam będziesz bezpieczny, o ile nie zaprosicie żadnego wampira do środka – wyjaśniłam.
   - I o ile nikt się nie dowie, co tutaj zaszło. - Juan błysnął kłami. - Jeśli komuś powiesz, przyjdę po ciebie.
   Guseva spojrzał jeszcze na ciało Antona, po czym wycofał się do gospody i zatrzasnął drzwi. Spojrzeliśmy na siebie i zgodnie odbiegliśmy kawałek dalej, skrywając się za jednym z większych budynków.
   Odwróciliśmy się w stronę Mariki, która zerknęła na nas ze skruchą.
   - Czemu go zabiłaś? - zapytałam, nie spuszczając z niej wzroku. Wampirzyca opuściła głowę.
   - Bo on... zabił moją rodzinę. Razem z innymi ludźmi. Mój ojciec był zadłużony i pewien zły człowiek ich na nas nasłał. Najemników. Pamiętam go dobrze. Chciał też zabić mnie, ale mój opiekun mnie ocalił. A teraz... zobaczyłam tego człowieka, rozpoznałam go i nie mogłam się powstrzymać. - Zerknęła na mnie. - Wierz mi, zasłużył sobie...
   - Powinnaś było nam o tym powiedzieć, zamiast atakować go publicznie i zabijać...
   - Daj spokój, Amando, jednego drania mniej na tym świecie – przerwał mi Juan. - Nie dziw się jej, zobaczyła mordercę swojej rodziny.
   - Nie dziwię, nawet ją rozumiem, ale co, jeśli w gospodzie byliby łowcy?!
   - Przepraszam, nie pomyślałam. - Marika znów spuściła wzrok.
   - Dość tego, potem będziemy się martwić łowcami. Pora ruszać na ratunek Ianirze – zarządził Juan. - Prowadź – zwrócił się do Mariki.
   Ruszyliśmy za nią w wampirzym tempie. I choć powinnam się skupić na czarownicy, rytuale, któremu chce poddać moją przyjaciółkę i sposobach jej ocalenia, wciąż miałam wrażenie, że coś mi się tu nie zgadza, że coś mi umyka. Tylko co?

16 komentarzy:

  1. Juan i Amanda są mało spostrzegawczy. :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Racja, są mało spostrzegawczy. Ale to jeszcze jestem w stanie im wybaczyć, bo powiedzmy, że wszystko działo się szybko... Chociaż w jaki sposób nie domyślili się, że chodzi o wampirzycę, to nie pojmę nigdy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wampirzyc w Rosji jest wiele:P

      Usuń
    2. No, racja. Z jakiegoś powodu przeczytawszy to uznałam, że się nie zorientowała, bo jakoś by skomentowała ;P

      Usuń
    3. Amanda swoje spostrzeżenia na razie zachowała dla siebie:P

      Usuń
    4. Nawet w narracji zataiła ;P

      Usuń
  3. Witaj :) Dawno mnie tu nie było . Nadrobiłam wszystkie rozdziały. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zachowanie Mariki , mocno podejrzane.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie Marika to ta tajemnicza dziewczyna co "pojawia się znikąd" xD
    Mam wrażenie, że Amanda i Juan trochę za łatwo jej uwierzyli w tą bajeczkę o rodzinie...
    Rozdział bardzo bardzo fajny (jak zawsze ^^)! Czekam na dalszy rozwój wypadków​ :)
    Pozdrawiam,
    Areti

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżbyś nie wierzyła w zbiegi okoliczności? ^^

      Usuń
    2. Hahaha​ powiedzmy, że mam z tym małe problemy xD

      Usuń
  6. "Marika jest miła i chętna" - dziękuję, tyle w temacie, a Juan zaraz straci zęby, że nic nie widzi. Leci na niego i usuwa konkurencję, a on jeszcze jej broni. Straci zęby jak nic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byle nie kły, bo będzie musiał sączyć ludzi przez słomkę:P

      Usuń
  7. I miałam rację, nowa sympatyczna bohaterka zdała mi się podejrzana i tak jest ;) Tylko Amandzie i Juanowi chyba to umknęło ;)

    OdpowiedzUsuń