Moja własna historia

Gorąca Krew - to opowieść o pięknej, średniowiecznej wampirzycy i o jej
walce ze złą stroną swojej natury. Czy można pokonać zło, tak głęboko
zakorzenione w pragnieniu picia ludzkiej krwi?
Jeśli chcesz przeczytać tę historię od początku, zapraszam na
goraca-krew.blog.onet.pl - poprzednie rozdziały. Dla ułatwienia, po prawej
stronie w menu jest spis poprzednich części. Zapraszam serdecznie:)
Moi Drodzy Czytelnicy!
Serdecznie zapraszam na kolejny rozdział Gorącej Krwi. Następny, XXIV rozdział
nosi tytuł: Posiłek wampirzego władcy. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania:)

Uwaga

Instrukcja do wstawiania komentarzy - dla Anonimów
W polu "Komentarz jako" wybierz: "Nazwa/adres URL", w nazwie wpisz swój
nick, a w adresie - jeśli masz bloga, wpisz adres, jeśli nie, zostaw to pole puste
i kliknij "dalej":) Dziękuję i pozdrawiam;)

20.11.2017

Rozdział XXIII - Tajemnica śmierci Josiane

   - Coś mi się zdaje, że biedna Ianira tak szybko nie pozbędzie się tej martwej czarownicy ze swojej głowy – mruknęła Karolina.
   - Nie tak łatwo pozbyć się wspomnień, które moja przyjaciółka wchłonęła razem z mocą czarownicy – przyznałam jej rację. - Byłam jednak przekonana, że na wszystko jest sposób i zdecydowana pomóc Ianirze w tym trudnym dla niej okresie.
   - To te wspomnienia były aż tak nieprzyjemne? - dopytywała dziewczyna.
   - Niektóre owszem, i to nie tylko dla Ianiry...

   Odkąd Juan odzyskał żonę, nie odstępował jej na krok. Razem chodzili na polowania, razem wychodzili w nocy, stale był przy niej i wspierał. Ianirze to oczywiście nie przeszkadzało i widziałam, że istotnie potrzebowała jego wsparcia. Czasami wydawała się zdecydowana, a czasem zagubiona, jakby nie była pewna swoich decyzji.
   Juan rozpoczął też poszukiwania braci. Tym razem wiedział, czego szukać, ale zarówno wampiry, jak i czarownica zmieniali miejsca pobytu, stąd trudno było ich pochwycić. Ianira twierdziła, że Juan tyko się naraża i powinien zrezygnować z zemsty. Jednakże, gdy okazało się, że wspomnienia Josiane wciąż ją dręczą, uznała, że powinniśmy znaleźć czarownicę, by pomogła jej się ich pozbyć.
   Pewnego wieczoru, gdy Juan wyszedł na chwilę, przyszła do mnie i wyznała, że ma problem.
   - Coś się ze mną dzieje, Amando.
   - Co masz na myśli?
   Usiadłyśmy na kanapie w salonie. Zapadł już zmrok, ale zostałyśmy jeszcze przez chwilę w domu.
   - Nie jestem pewna. - Ianira oparła się na kanapie i objęła ramionami. Rude włosy miała zaczesane do tyłu i przewiązane na karku. - Wydawało mi się, że przejęłam tylko jej wspomnienia, a skoro odróżniam je od swoich, to żaden problem. Chyba się myliłam. Każde wspomnienie ma w sobie jakąś emocję. Czasami bardzo silną. A ja nie chcę tego czuć. To nie w porządku.
   - A co czujesz? - Wzięłam ją za rękę. Wahała się przez chwilę.
   - Pamiętam wspólnie spędzone chwile Josiane z Griszą. Ona kochała go tak mocno, tak intensywnie, że była dla niego gotowa na wszystko. Nawet gdy przeraził się tego, kim jest, nadal go kochała. Rzuciła na niego czar, lecz miała zamiar go zdjąć. Nie wiem, czy Grisza naprawdę ją kochał i po prostu się wystraszył, czy też nie zależało mu na niej aż tak bardzo, ale... znam jej uczucia i czasami czuję, jakby były... moje. - Spojrzała na mnie niepewnie. - Chcę się tego pozbyć. Skoro tamta czarownica się ukrywa, może poprośmy inną? Nie chcę dłużej tego wszystkiego w mojej głowie.
   - Nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam – powiedziałam powoli. - Czujesz jej miłość do Griszy i to tak, jakby to było twoje własne uczucie?
   Pokiwała głową z nieszczęśliwą miną.
   - Ale wiesz, to nie są tak naprawdę moje uczucia. Kocham Juana całym swoim sercem i nie chciałabym go zranić. Dlatego pomyślałam, że może jakoś uda nam się to rozwiązać...
   - Poszukamy innej czarownicy – obiecałam jej. - Na pewno Maria nie jest jedyną znającą się na takiej magii wiedźmą.
   Usłyszałyśmy kroki i do pokoju wszedł Juan. Natychmiast zajął miejsce obok żony i objął ją ramieniem.
   - Jesteśmy na ich tropie – oznajmił.
   - A może powinniśmy poprosić inną czarownicę o pomoc? - zapytałam go. Po krótkiej rozmowie zgodziliśmy się, że spróbujemy.

   Dwie pierwsze czarownice, do których się zwróciliśmy, w ogóle nie chciały rozmawiać z wampirami i to za żadną proponowaną cenę. Trzy kolejne nawet nie raczyły otworzyć nam drzwi, mimo że pukanie Juana obudziłoby pewnie z pół cmentarza. Dopiero szósta, w ogóle nie zaspana, starsza i z wyglądem typowej wiedźmy, wyszła do nas i zaczęła ustalać cenę. Jednakże, gdy zapoznała się z przypadkiem Ianiry, oznajmiła, że nie może mieszać się do cudzych czarów i musimy znaleźć Marię. Obiecała też – za sporą opłatą – przekazać Marii wiadomość od nas.
   Kolejnej nocy nie poszło nam lepiej. Wiedźmy wyraźnie nie lubiły wampirów. Tylko jedna, młodziutka czarownica była chętna do pomocy, ale okazało się, że brakuje jej jeszcze doświadczenia i odpowiednich umiejętności.
   Położyliśmy się do swoich trumien w ponurych nastrojach, pocieszając się tylko tym, że w końcu znajdziemy czarownicę, która będzie chciała i potrafiła nam pomóc.
   Następnego wieczora, zanim wyszliśmy, ktoś zapukał do naszych drzwi. Okazało się, że na ganku stała Marika.
   Juan dopadł ją pierwszy. Chwycił za ramiona i warknął groźnie.
   - Gdzie oni są?!
   - Spokojnie, nie ściskaj mnie tak, bo oderwiesz mi ramię – mruknęła Marika, kładąc dłoń na jego ręce. - Ja tu przyszłam w dobrej wierze, żeby wam pomóc, a ty od razu się na mnie rzucasz jak na wroga. - Odsunęła o krok i spojrzała na niego z bardzo urażoną miną. - Nadal myślisz, że byłam w to zamieszana? Przez cały czas chciałam wam pomóc, jak tylko mogłam, ale nie zawsze...
   - Gdzie oni są? - przerwał jej Juan.
   - Jeśli chodzi ci o Marię, to jest daleko, ale zgodziła się pomóc Ianirze uporać się z konsekwencjami mocy Josiane. Pod warunkiem, że nie będziecie jej szukać, ani braci, ani ich matki. Po prostu odpuśćcie.
   - Maria spotka się z nami? - zapytałam. Marika pokręciła głową.
   - Nie, ale jest teraz z Saszą i zgadza się pomóc. Musisz tylko opowiedzieć o tym, co czujesz i co pamiętasz z życia Josiane – zwróciła się do mojej przyjaciółki – a wtedy Maria powie ci, co masz zrobić.
   Ianira zawahała się. Spojrzała na mnie, potem na Juana.
   - Hej, naprawdę chcę ci pomóc. - Marika podeszła i niespodziewane wzięła Ianirę za ręce. - To nie w porządku, jak oni postąpili. I zapewniam, że mnie nikt nigdy nie pytał o zdanie w sprawie tego porwania. A dziś wieczorem sama zaproponowałam, że tu przyjdę, mimo że to jednak pewne ryzyko. - Zerknęła znacząco na Juana. - Przekonałam ich, by ci pomogli. Chociaż tyle są ci winni, w końcu uratowałaś Griszę. Sam by ci podziękował, ale obawia się, że mógłby to przypłacić życiem. - Znów zerknęła w stronę Juana.
   - Grisza? No cóż, on akurat też nie miał nic do powiedzenia w tej sprawie – mruknęła Ianira i chciała dodać coś jeszcze, ale zamknęła usta i pokręciła głową. Delikatnie oswobodziła dłonie i spojrzała niepewnie na męża.
   - Myślę, że możemy spróbować – stwierdziłam. Juan powoli skinął głową, objął Ianirę i weszli do środka. Za nimi podążyła Marika. Zamknęłam drzwi wejściowe i usiadłam obok Ianiry. Ciemnowłosa wampirzyca zajęła miejsce naprzeciwko niej.
   - Najpierw musisz opowiedzieć, jakie wspomnienia dominują u Josiane. I czy wiążą się z nimi jakieś uczucia?
   - No cóż... dominujące jest na pewno uczucie Josiane do Griszy i przeraźliwy strach w momencie śmierci czarownicy.
   - Opowiedz o tym uczuciu. Kochała go, a jednak rzuciła klątwę. Czy to na pewno miłość...?
   - Tak, oczywiście. Choć w dość... zaborczy sposób. Nie zamierzała dać mu wyboru, pozwolić mu odejść. Ona... miała zamiar zdjąć klątwę, jak tylko zdobędzie ostatni składnik.
   Juan zerknął na żonę i objął ją ramieniem.
   - Ostatni składnik czego? - dopytywała Marika.
   - Eliksiru miłosnego – wyjaśniła Ianira. - Josiane uważała, że Grisza nie kocha jej na tyle mocno, by zaakceptować fakt, że jest czarownicą. Zatem uśpiła go i przez kilka miesięcy przygotowywała skomplikowany wywar, po którym nie byłby w stanie już jej odtrącić. Ostatnim składnikiem była roślina rosnąca na dnie Dniepru. Josiane użyła zaklęcia, dzięki któremu mogła wstrzymać oddech na bardzo długo, ale zaplątała się w wodorosty i zanim zdążyła się uwolnić, straciła powietrze. Dlatego utonęła – zakończyła cicho moja przyjaciółka.
   - Zaryzykowała życie dla miłości. - Marika skinęła głową. - Musiała to być bardzo silna miłość.
   - Tak – przyznała Ianira z wahaniem. - To możecie mi pomóc czy nie? - Posłała Marice zniecierpliwione spojrzenie.
   - Tak, Maria wie, jak ci pomóc – odparła Marika, uśmiechając się z zadowoleniem. - Macie pióro i papier? Jest gotowa się spotkać, ale tylko z Ianirą.
   - Nie pójdzie tam sama – zaprotestował Juan.
   - Sama albo w ogóle. Taki warunek stawia Maria. - Marika wzruszyła ramionami. - Ja nie mam nic do powiedzenia.
   - Ja mogę z nią pójść – odezwałam się. - Przecież nic jej nie zrobię, skoro jest taka potężna.
   Marika milczała przez chwilę.
   - Nic z tego – powiedziała w końcu. - Tylko Ianira.
   - W porządku, pójdę – zdecydowała moja przyjaciółka. Juan zaprotestował, ale ścisnęła jego dłoń i pokręciła głową. - Pomyśl, co może mi grozić? Ta czarownica chce mi pomóc.
   - Nie zamierzam ryzykować – uparł się Hiszpan.
   - Ale ja naprawdę potrzebuję pozbyć się tych wspomnień! - Ianira zerwała się z kanapy. - Rozumiem, że się o mnie boisz, problem w tym, że nie wymyśliliśmy innego sposobu, a skoro Maria jest gotowa pomóc, to muszę tam pójść. Nie mogę dłużej czuć tego wszystkiego, co ona...
   - Zgadzam się, to musi być uciążliwe – wtrąciła Marika. - Czuć coś do innego mężczyzny, mimo że nawet nie zamieniła z nim słowa... - Umilkła, widząc, że wszyscy się na nią patrzymy. Ja ze złością, Juan ze zdumieniem, a Ianira z rezygnacją.
   - Nie opowiadaj bzdur – zaprotestowałam. - To uczucia Josiane, nie Ianiry.
   - Josiane nie żyje. A Ianira owszem i to, co czuje, będzie coraz silniejsze, aż w końcu nie będzie potrafiła odróżnić swoich uczuć od cudzych. Tak działa magia. - Spojrzała stanowczo na Juana. - To słowa Marii – dodała.
   Mój przyjaciel również wstał i spojrzał na żonę. Ianira podeszła do niego i przytuliła się mocno.
   - Niezależnie od wszystkiego, pamiętaj, że kocham tylko ciebie. Jesteś moją jedyną miłością – powiedziała cicho i spojrzała mu w oczy. - Zawsze byłeś przy mnie, gdy cię potrzebowałam. Odkąd wyrwałeś bicz z rąk tamtego wampira, przytuliłeś mnie, a potem znów mnie uratowałeś.
   - Tak, pamiętam. - Uśmiechnął się ciepło, wpatrując się w jasnoniebieskie oczy żony. - Musiałem przerzucić cię przez ramię i zanieść w bezpieczne miejsce, choć nie było to łatwe, bo stawiałaś silny opór. A potem się we mnie zakochałaś...
   - No, nie tak od razu...
   - Jak to nie? Oczywiście, że od razu, tylko nie zdawałaś sobie z tego sprawy.
   Ianira prychnęła, a potem uśmiechnęła się i pocałowała męża w usta. Przyciągnął ją bliżej siebie, odpowiadając na pocałunek.
   Przerwało im zniecierpliwione chrząknięcie. Marika założyła ręce na piersiach i wpatrywała się w nich ponuro.
   - Maria się niecierpliwi. Mogę narysować mapę?
   Przyniosłam jej papier oraz pióro. Wampirzyca zabrała się do rysowania.
   - Tam się spotkacie. To niedaleko Donu, znajdziesz z łatwością.
   Ianira przyglądała się przez chwilę rysunkowi, w końcu skinęła głową.
   - Dobrze. Pójdę.
   - Jeśli nie wrócisz za godzinę, pójdę za tobą – postanowił Juan.
   - Daj jej trzy godziny, może cztery – podpowiedziała Marika. - To może potrwać. Ale przed świtem na pewno zdąży wrócić – zapewniła.
   - Jak to będzie wyglądać? Co ta wiedźma zamierza jej zrobić? - dopytywał mój przyjaciel.
   - Mniej więcej to samo, co przy zdejmowaniu klątwy, rozpali ognisko, trochę poczaruje i po wszystkim – wyjaśniła Marika. - To nic strasznego.
   - Na pewno nawet ja nie mogę z nią iść? - zapytałam. - Przecież nic się nie stanie, jeśli...
   - Maria wyraziła się jasno.
   Westchnęłam z rezygnacją. Juan przytulił żonę i poprosił, by uważała na siebie. Nadal nie był przekonany do jej spotkania z czarownicą, ale Marika obiecała, że zostanie z nami całą noc.
   - Maria czeka tam z Saszą, zatem będę mogła przekazywać wam wszystko na bieżąco.
   - Wszystko będzie dobrze, wrócę niebawem i już bez tych uciążliwych wspomnień – obiecała Ianira, pocałowała męża i wybiegła w noc.
   Usiadłam, Marika również, ale Juan przez kolejne pół godziny nie mógł pozostać na miejscu. W końcu przysiadł na kanapie i spojrzał na mnie niepewnie.
   - Powinienem iść za nią. Przynajmniej ją odprowadzić.
   - Nie mogłeś – zaprotestowała Marika, zanim zdążyłam się odezwać. Usiadła blisko Hiszpana i spojrzała na niego. - Nie martw się. Za chwilę Ianira dotrze na miejsce, Maria jej pomoże i będzie po wszystkim. A Sasza... - Skrzywiła się. - Jednak Sasza musiał coś bardzo pilnego załatwić. Chodzi o Griszę. Ale pewnie niedługo wróci i wtedy dowiemy się, jak im idzie. Ianira jest od ciebie młodsza, prawda? Z którego wieku pochodzisz? Z tego, co Amanda?
   - Nie, ja też jestem dużo młodsza – odparłam za niego. Juan westchnął tylko i oparł się na kanapie. Pomyślałam, że pewnie chce go wciągnąć w rozmowę, by się nie martwił. Miałam nadzieję, że opiekun Mariki wróci szybko do Marii i Ianiry. Moja przyjaciółka już dawno powinna tam być.
   - Niech zgadnę, dziesiąty wiek? Jedenasty?
   Zanim zdążył odpowiedzieć, usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
   - Otworzę – powiedziałam i w wampirzym tempie znalazłam się przy drzwiach. A za nimi stał Wasyl.
   - To ty! - warknął Juan, zatrzymując się obok mnie.
   - Tylko spokojnie. - Wasyl uniósł dłonie. - Od razu mówię, że chodzi o Ianirę, więc zanim się na mnie rzucisz, wysłuchaj mnie do końca.
   - Co się stało? - zapytałam.
   - Co ta wiedźma jej zrobiła?! - wykrzyknął Juan równocześnie.
   - Maria? Nic. - Wasyl wyminął nas i wbił wzrok w stojącą na środku salonu wampirzycę. - Marika. Wynoś się. Już.
   - Ależ... Co ty tu robisz...? No tak, mogłam się domyślić, zawsze wszystko psujesz, nienawidzę cię! - zawołała i chwyciła stojący na stoliku wazon. Rzuciła nim w Wasyla, ale złapał go z łatwością i odstawił.
   - Wyjdziesz teraz, czy zamierzasz poczekać, aż rozwinę wątek? - zapytał spokojnie. Juan obrócił się w jej stronę. Wampirzyca nie czekała dłużej. Zwinnie go ominęła i wybiegła w noc w wampirzym tempie. Naszły mnie złe przeczucia.
   - Co ona zrobiła?! - Hiszpan odwrócił się w stronę Wasyla. - Co z moją żoną?!
   - Cóż, ta mała intrygantka was okłamała i posłała Ianirę prosto do obozu łowców.