Moja własna historia

Gorąca Krew - to opowieść o pięknej, średniowiecznej wampirzycy i o jej
walce ze złą stroną swojej natury. Czy można pokonać zło, tak głęboko
zakorzenione w pragnieniu picia ludzkiej krwi?
Jeśli chcesz przeczytać tę historię od początku, w menu po prawej stronie
znajduje się spis poprzednich części (I-VII), od VIII części spis treści
znajdziecie na dole w liście rozwijalnej. Zapraszam serdecznie:)
Drodzy Czytelnicy!
To już ostatni rozdział przed przerwą. Nie wiem dokładnie, kiedy uda mi się
wrócić do pisania. Na pewno umieszczę tutaj informację, gdy się ogarnę i
zaplanuję termin wstawienia kolejnego rozdziału, ale chętnych mogę też
dodatkowo powiadomić. Pozdrawiam serdecznie:)

Uwaga

Instrukcja do wstawiania komentarzy - dla Anonimów
W polu "Komentarz jako" wybierz: "Nazwa/adres URL", w nazwie wpisz
swój nick, a w adresie - jeśli masz bloga, wpisz adres, jeśli nie, zostaw to pole
puste i kliknij "dalej":) Dziękuję i pozdrawiam;)

27.03.2018

Rozdział IV - Krwawy rejs

   Tym razem przerwał nam dźwięk dzwonka telefonu Karoliny. Dziewczyna odebrała i z tego co zrozumiałam, umówiła się z Lucasem. Kiedy skończyła, pochwaliła się, że chłopak zaprosił ją w sobotę do kina.
   - Mam wybrać film. Ciekawe, co grają. Później muszę sprawdzić. A teraz... Skończyłaś na tym, jak Amanda z Miszą wyszli na pokład i zobaczyli ucztujące wampiry. Pozabijali załogę statku?
   - Taki właśnie mieli zamiar – przyznałam i wróciłam do tamtego momentu.


   Rozejrzałam się po statku. Na deskach podkładu, czerwonych od krwi, leżało pięciu martwych marynarzy. Ludziom, którzy służyli wampirom, najwyraźniej w ogóle to nie przeszkadzało, spokojnie wypełniali swoje obowiązki.
   Podeszłam powoli w stronę Mikkela. Misza zatrzymał się niepewnie i w końcu został na miejscu. Zerknęłam na niego i zrozumiałam powód. Wokół roznosił się kuszący zapach krwi. Ja nauczyłam się go ignorować, ale dobrze wiedziałam, że nie było to proste. Gdyby Misza był człowiekiem, pewnie byłby tylko zbulwersowany rzezią, a teraz... wciągnął powietrze i został przy wyjściu na pokład.
   - Widzę, że masz ochotę się przyłączyć – zwrócił się do niego Mikkel. - Śmiało. Starczy dla nas wszystkich, na całą podróż.
   - Co ty wyprawiasz? - Zatrzymałam się tuż przed jasnowłosym wampirem. - Zwariowaliście? Przejęliście statek? I co, zamierzacie wymordować załogę oraz pasażerów, a potem zostać... wampirzymi piratami? - Uniosłam brwi, zdumiona takim postępowaniem.
   - Oczywiście, że nie, Amando. Skąd ta myśl? Morze nie jest dla wampirów. Dopłyniemy statkiem do Ameryki i zostawimy go w porcie.
   - Zostawicie w porcie statek pełen trupów? - Pokręciłam głową. - A potem będziecie uciekać przed łowcami?
   - Ameryka jest całkiem spora, łowcy mogą sobie nas szukać do woli. - Wzruszył ramionami. - Możemy też wyrzucić trupy w morze, nim dotrzemy do brzegu.
   Zacisnęłam usta, zastanawiając się, jak mogę przekonać wampira takiego jak Mikkel, by nie zabijał niewinnych ludzi. Posilać musieli się raz na dwa, trzy tygodnie, a statek liczył ponad trzydzieści osób z załogi oraz kilku pasażerów. Ludzi pracujących dla wampirów nie liczyłam, o nich akurat nie musiałam się martwić.
   - Zamierzacie płynąć bez załogi? - zapytałam. - W dzień będziemy dryfować? I może akurat nas zaniesie tam, gdzie chcemy...? - Założyłam ręce na piersiach.
   - Amando, masz nas za idiotów? - prychnął wampir. - Mamy wystarczająco wielu marynarzy, by zadbali o właściwy kurs statku.
   - Waszych służących.
   Skinął głową. Zatem wampirzy służący musieli mieć doświadczenie w pływaniu statkiem.
   - A jeśli będzie sztorm? - zapytałam. Wzruszył ramionami.
   - Poradzą sobie.
   - Ty to wszystko zaplanowałeś, prawda? Od początku zamierzałeś pozabijać ludzi na statku z wyjątkiem tych, którzy pracują dla was.
   - Oczywiście, że tak. Masz jeszcze jakieś pytania? Bo jeśli nie, to każę moim ludziom trochę tu posprzątać. - Wskazał na trupy. - Ostro się bronili, więc zmarnowało się trochę krwi.
   - A gdzie reszta waszych przyszłych ofiar? - Rozejrzałam się.
   - Zamknęliśmy ich w osobnym pomieszczeniu, są dobrze strzeżeni.
   - Jak dobrze strzeżeni? Co będzie, jeśli któryś z nich się wydostanie? W dzień?
   Mikkel roześmiał się.
   - Widzę, że masz mnóstwo wątpliwości, Amando. Bez obaw, zapewniam, że dopracowaliśmy każdy szczegół. Nie musisz się niczego obawiać. Rozumiem, że ze względu na swoją dietę nie przyłączysz się do nas, ale chyba nie zabronisz swojemu przyjacielowi...?
   - Misza nie zabija niewinnych. A nie wierzę, że na tym statku są sami przestępcy. - Spojrzałam na niego uważniej. - Ale nie ma tutaj dzieci, prawda?
   - Nie ma – potwierdził. - To by znacznie wszystko skomplikowało. Na szczęście, oprócz załogi, jest tylko kilku dorosłych pasażerów, w tym dwóch staruszków i jeden zawodowy złodziej.
   - Nie możecie oszczędzić niewinnych, a zabić drani? - zaproponowałam. - Na pewno jacyś się znajdą...
   - Nie zostawiamy świadków – uciął Mikkel i skinął na dwóch służących, by posprzątali ciała. Mężczyźni tylko skinęli głową i zabrali się do pracy. Zacisnęłam zęby. Jak mogłabym pozwolić, by na moich oczach rozgrywała się taka rzeź? Pokręciłam głową.
   - Nie pozwolę ci zabić wszystkich – oznajmiłam. Wampir spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
   - A jak zamierzasz mi zabronić, niesamowicie irytująca Amando?
   - Ja jestem irytująca? - zezłościłam się. - Chyba sobie żartujesz! Zamierzacie wybić całą załogę, z wyjątkiem waszych przyszłych podopiecznych, zamiast spokojnie przepłynąć statkiem, który należy do tych ludzi! Zamknięci, przerażeni, pewnie przeżywają teraz straszne chwile, wiedząc, że w każdym momencie mogą zostać zamordowani przez was!
   - No i? - Mikkel uniósł brwi. - My jesteśmy wampirami. By żyć, pijemy ich krew. To naturalna kolej rzeczy. Po prostu mieli pecha, że znaleźli się akurat na tym samym statku, co my.
   Spojrzałam w jego intensywnie niebieskie oczy, zastanawiając się, co mogę zrobić, by go przekonać. Wyglądało na to, że nic.
   - Nie pozwolę, byś zabił wszystkich niewinnych ludzi – powtórzyłam. Wampir zmarszczył brwi i pochylił się nade mną tak, że czułam na policzku jego oddech. I woń krwi. Jakby na przekór całej tej sytuacji, był to nawet przyjemny zapach.
   - Nic nie zrobisz, Amando. Jeśli spróbujesz ich uwolnić, myślisz, że uznają cię za dobrą? Albo twojego przyjaciela? Jesteś wampirzycą, w dodatku chyba dość wiekową, powinnaś już się z tym pogodzić. Ludzie zawsze będą chcieli nas zabić.
   - W obronie własnej – wyszeptałam.
   - Co za różnica? Tak czy inaczej, nic nie kombinuj, bo przekonamy się, czy wciąż jeszcze pamiętasz smak ludzkiej krwi.
   - Grozisz mi? - Spojrzałam mu prosto w oczy. Nie odwrócił wzroku.
   - Jeśli spróbujesz swoich gorącokrwistych sztuczek albo czegokolwiek, co mogłoby nam zaszkodzić... Nie, nie zabiję cię, oboje wiemy, że najstarszy nie byłby zadowolony. Wystarczy, że zniszczę cały twój zwierzęcy inwentarz. Pomyśl tylko. Za kilka dni będziesz szaleć z głodu, a do jedzenia będą tylko ludzie...
   - Co za idiotyczna groźba – prychnęłam, choć poważnie zaniepokoiła mnie taka myśl. - Mogę przecież łowić ryby.
   - Ciekawe, ile ryb potrzeba, byś zaspokoiła głód? Zamierzasz polować na rekiny? A może wieloryby? Chętnie to zobaczę. A czy twój przyjaciel też ma taką silną wolę...?
   - Zostaw go w spokoju – warknęłam.
   - Naturalnie. Jesteście tutaj bezpieczni. Ale nie zaczynaj ze mną wojny, Amando, bo wierz mi, nie wyjdziesz na tym dobrze. Lepiej to przemyśl, nim zrobisz coś głupiego. - Musnął dłonią mój policzek i uśmiechnął się. - Nie jestem twoim wrogiem, Amando. I mam nadzieję, że ty nie jesteś moim. - Odwrócił się i odszedł. A ja stałam przez chwilę, mając mętlik w głowie. Co teraz?
   - Przyjacielem też nie jesteś – powiedziałam cicho, ale wiedziałam doskonale, że usłyszał. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę Miszy. Wiedziałam, że wszystko słyszał, podobnie jak wampiry Mikkela, ale nikt się nie wtrącił w naszą rozmowę. - Chodź – rzuciłam do Miszy i poszłam na naszej kajuty.
   Usiadłam na łóżku i spojrzałam bezradnie na Rosjanina.
   - Zabiją wszystkich – powiedziałam cicho.
   - To dla nich rozrywka, nie tylko pożywienie. - Mikkel usiadł na swoim łóżku, naprzeciwko mnie. - Wiesz, gdybym był człowiekiem, pewnie bym go zabił. Ale już nie jestem.
   - I dlatego mamy się z tym pogodzić? - Spojrzałam na niego. Pokręcił głową.
   - Nie. Nie możemy go zabić; uratował nas, pomógł dostać się na pokład. Ale powinniśmy go jakoś powstrzymać.
   - Słyszałeś, co mówił. Jeśli czegoś spróbujemy, stracimy pożywienie. Poza tym, ich jest pięciu, w dodatku mają swoich ludzi.
   Misza przesiadł się koło mnie i objął ramieniem. Spojrzałam w jego jasnozielone oczy. Patrzył na mnie ze spokojem.
   - Coś wymyślimy, krasotka.

   Minął tydzień, a my nie byliśmy w stanie wymyślić niczego sensownego. Najpierw przyszło nam do głowy, by wypuścić ludzi i wsadzić na łodzie ratunkowe, ale w dzień nie mogliśmy tego zrobić, a w nocy mieliśmy przeciwko sobie wampiry. Nawet gdybym skorzystała z gorącej krwi, wciąż mogli zaatakować nas ich ludzie. Wypuszczenie załogi i pozostawienie na statku nie miało sensu, nie mieliby szans z Mikkelem i jego przyjaciółmi. A ja i Misza nie mogliśmy ich zaatakować, nie po tym, jak nam pomogli.
   Nie znałam tych ludzi, ale myśl, że tuż obok mnie wampiry zabijają niewinnych, była bardzo przygnębiająca. Misza czuł to samo; sam kiedyś był jedną z tych ofiar i gdyby nie przypadkowe pojawienie się mnie w zamku Cruela, już dawno by nie żył.
   Próbowałam jeszcze przekonywać Mikkela, ale nie przyniosło to żadnych rezultatów. Okazało się, że wśród ofiar byli również źli ludzie, lecz zajął się nimi Ole, wampir o krótkich, jasnych włosach, który – podobnie jak Misza – nie zabijał niewinnych. Co jakoś nie przeszkadzało mu patrzeć na ich śmierć z rąk, a dokładniej z kłów swoich przyjaciół.
   - Jeszcze jakieś dwa tygodnie – wyszeptałam, siadając na łóżku. Misza przemierzał kajutę i z ponurą miną nasłuchiwał, jak właśnie wyciągają kolejnego marynarza.
   - Jeśli go zabiją, zostanie ich osiemnastu – policzył. - Tak wielu ludzi straci tutaj życie bez sensu. Nie muszą przecież pożywiać się tak często.
   - Do Mikkela nie docierają żadne argumenty – mruknęłam.
   Nagle Misza zatrzymał się i spojrzał na mnie.
   - Myślisz, że on jest wampirzym wojownikiem?
   - Tak. - Skinęłam głową. - I jego przyjaciele pewnie też.
   - Ciekawe, czy potrafi się pojedynkować. Myślę, że mógłbym go wyzwać. Jeśli się zgodzi, pokonam go.
   Pokręciłam głową.
   - Misza, wiem, że jesteś jednym z najlepszych szermierzy, ale człowiek walczy trochę inaczej, niż wampir – zwróciłam mu uwagę. - Chodzi mi o szybkość, która zmienia całą technikę. Nie masz doświadczenia, a mam wrażenie, że Mikkel jest już bardzo wiekowy, zatem i doświadczony. Ale to dobry pomysł – dodałam. - Ja go wyzwę.
   Misza spojrzał na mnie niepewnie.
   - Pojedynek z kobietą? Myślisz, że się na to zgodzi...?
   - U wampirów już od czasów średniowiecza kobiety nie są uważane za słabszą płeć. - Wzruszyłam ramionami. - A ja jestem wojowniczką.
   Rosjanin zastanawiał się przez chwilę.
   - W porządku. Wyzwij go. Jeśli wygrasz, nie będą więcej zabijać.
   - A jeśli przegram? - Zerknęłam na niego z wahaniem.
   Pokręcił głową.
   - Nie przegrasz.
   Powoli skinęłam głową.
   - W takim razie zapytajmy go.
   Pospiesznie udaliśmy się na pokład, gdzie Jens, niewysoki wampir o młodym wyglądzie, właśnie miał zamiar ukąsić marynarza.
   - Zaczekajcie! - zawołałam. Spojrzeli na mnie zdziwieni. Podeszłam do Mikkela. - Wyzywam cię na pojedynek – powiedziałam wprost.
   - O, to coś nowego. - Jasnowłosy wampir spojrzał na mnie z zaskoczeniem. - Niech zgadnę. Chcesz się bić o życie tych ludzi?
   - Tak. Jeśli wygram, do końca rejsu nikt nie umrze. Wytrzymacie – dodałam, widząc ponure spojrzenia przyjaciół Mikkela.
   Wampir zastanawiał się przez chwilę. W końcu skinął głową.
   - Czemu nie? Ty możesz wybrać broń, ale ja ustalam warunki. Otóż: walczymy, aż jedno z nas przyzna, że przegrało lub do utoczenia krwi z szyi. Inne rany się nie liczą. Poza tym, żadnych sztuczek z gorącą krwią czy sztyletem łowców, bo słyszałem, że takowy posiadasz. Wygrasz – będzie jak chcesz, żaden człowiek na statku nie zginie z naszych rąk. Ale jeśli przegrasz... - przerwał, podszedł do mnie i spojrzał na moje usta. - Wypijesz ludzką krew, Amando.
   Zawahałam się. Ten ostatni warunek był dla mnie niewykonalny. Spojrzałam na marynarza, który wpatrywał się we mnie z nadzieją. Gdy zajrzałam w jego oczy, okazało się, że ma żonę, która czeka na niego w Ameryce. Pewnie większość załogi ma kogoś, kto będzie po nich rozpaczał. Ale napić się ludzkiej krwi...?
   Nie wiedziałam, czy wygram. Nie miałam wątpliwości, że Mikkel potrafił walczyć, ale czy ja byłam lepsza? Nawet nie znałam jego wieku. Był starszy, czy młodszy ode mnie? Jak wiele potrafił? Co będzie, jeśli przegram...?
   Odwróciłam wzrok i spojrzałam niepewnie na Miszę.
   - Zgódź się – powiedział.
   - A jeśli...
   - W razie przegranej wypijesz tę krew – przerwał mi. - Przecież nie musisz zabijać ofiary, prawda?
   Miał rację. Mogłam wypić krew podarowaną. O ile ktoś zechce się nią podzielić. Ale jeśli nie... to właśnie pakowałam się w niezłe kłopoty.
   Spojrzałam na marynarza. W jego oczach wciąż widziałam nadzieję.
   - Zgoda. Ale od tej pory do momentu rozstrzygnięcia pojedynku – żadnego picia krwi.
   - W porządku. - Wampir spojrzał na niebo. - Hm... za godzinę będziesz gotowa? Mamy mnóstwo czasu do świtu, ale coś mi mówi, że to będzie długi pojedynek.
   - Będę.

   Wybrałam szable. Bez sensu byłoby do siebie strzelać, czy to z pistoletu, czy z kuszy, a walka sztyletami nie wydała mi się właściwa w tej sytuacji. Przebrałam się w najwygodniejszą sukienkę – ciemną, nie za długą, z obcisłymi rękawami i bez zbędnych falbanek. Włosy spięłam z tyłu w kok, by mi nie przeszkadzały.
   Broń dostarczył Mikkel. Stanął naprzeciwko mnie, trzymając w ręku swoją szablę. Zmienił koszulę na czarną, bez żadnych ozdób. Uśmiechnął się lekko, jakby był pewny zwycięstwa.
   Natarliśmy równocześnie. Szable skrzyżowały się ze zgrzytem, a gdy na próbę wyprowadziłam atak, z łatwością go odparł. Przez chwilę tylko się bronił, by następnie energicznie przystąpić do kontrataku. Walkę obserwowały głównie wampiry; choć księżyc świecił dziś bardzo jasno, a niebo usłane było gwiazdami, trudno byłoby nadążyć za nami ludzkim wzrokiem. Poruszaliśmy się szybko, to robiąc uniki, to próbując dosięgnąć się ostrzem szabli.
   Mikkel był świetnym wojownikiem. Coraz bardziej byłam przekonana, że może pochodzić z moich czasów. A skoro znał Gowana, to całkiem możliwe, że uczył się od niego, tak jak ja. Pewnie dlatego czas mijał, a żadne z nas nie zostało nawet draśnięte.
   W końcu uznałam, że się odsłonię. Oczywiście nie szyję, bo wtedy bym przegrała, ale odbijając cios, jednocześnie zachwiałam się lekko i choć zrobiłam unik, moje ramię drasnęła szabla Mikkela. Zaledwie ułamek sekundy, gdy przeciwnik ucieszył się z tego drobnego zwycięstwa. Wystarczył mi. Cięłam szablą w jego nogę, doskoczyłam do niego i skierowałam ostrze w jego szyję.
   - Poddaj się.
   - Nie. - Odepchnął mnie mocno, jednocześnie unikając ostrza mojej broni i zaatakował. Udało mi się złapać równowagę i odbić atak. Uśmiechnął się. - Nieźle. Ale i tak nie masz szans.
   - Najstarszy ci nie powiedział, że nie należy lekceważyć przeciwnika?
   Ponownie błysnął zębami w uśmiechu.
   - Czujesz się zlekceważona, Amando?
   Zanim zdążyłam odpowiedzieć, tuż przy szyi świsnęła jego szabla. Odskoczyłam, zasłaniając się bronią. Skrzyżowaliśmy szable. Mikkel pochylił się nade mną.
   - Poddaj się – powiedział, łapiąc mnie za rękę. Przez chwilę nie mogłam się ruszyć. Oparłam się plecami o barierkę i poczułam, jak wiatr rozpuszcza mi włosy. Usłyszałam plusk wody, gdy spadła do niej spinka. To podsunęło mi rozwiązanie. Nie mogłam przegrać.
   - Nie – odpowiedziałam, przechyliłam się przez barierkę, odepchnęłam lekko od desek pokładu i w następnej chwili oboje wypadliśmy za burtę.